Żałoba i jej etapy

Po stracie Kacpra, jeszcze w szpitalu o dziwo bardzo dobrze się trzymałam. Rozmawiałam o tym co się stało z mężem, płakałam i cierpiałam ale rozmawiałam. Pamiętam, że nawet pocieszałam młodszą ode mnie dziewczynę, która była w podobnej sytuacji. W 20 tygodniu urodziła martwą córeczkę. Czułam się tak, jakby to co się stało wydarzyło się gdzieś obok mnie, a ja sobie to wszystko obserwuję. Myślę, że właśnie w tamtym momencie zaczął się etap zaprzeczenia, pierwszy etap żałoby, z czego po prostu nie zdawałam sobie sprawy. Wtedy nawet przez myśl mi przeszło, że nie czuję się najgorzej więc może wrócę do pracy?

Pamiętam moment wyjścia ze szpitala, z dziwnym uśmiechem żegnałam się ze „współlokatorką” z sali, której dziecko nadal żyło w brzuszku, synek, już jej trzeci. Powiedziałam, że będę mocno trzymała kciuki i że ją odwiedzę niedługo… Nie zrobiłam tego. Gdy tylko wyszłam ze szpitala i stanęłam na dworze pierwszy raz po ponad 3 tygodniach coś we mnie po prostu pękło. Jakbym dostała obuchem w głowę. Serce nagle mi roztrzaskało się w drobny mak. Dosłownie. Tak jakby szpital był jakąś tarczą przed tymi uczuciami. Do samochodu wsiadałam już jak po omacku. Zaczęły płynąć łzy…

Najgorsze rozpoczęło się gdy przekroczyłam próg mieszkania. Spojrzenia rodziców, dziadków, wujostwa… Patrzyli ze współczuciem, teraz to wiem. Wtedy jednak czułam się… gorsza. Czułam się jakbym oblała najważniejszy egzamin w życiu. A przecież nic nie mogłam poradzić. Przede mną było jeszcze wiele wyzwań: spakowanie ubrań ciążowych, widok aktu urodzenia syna, pogrzeb… biała trumienka… Pamiętam jak wtulona w męża krzyczałam nad świeżo zasypanym grobem: chcę go z powrotem… Nawet teraz, gdy za chwilę miną dwa lata w oczach stają mi łzy…

Żałoba to proces. To długi, żmudny, trudny proces, na który bardzo bardzo ciężko sobie pozwolić, gdy wszyscy wokół rzucają nietrafione pocieszenia, albo mówią: weź się w garść. Dla mnie najgorsze było pierwsze 7, 8 miesięcy, dni kiedy nie potrafiłam nic zrobić, wstać z łóżka, nawet ugotowanie obiadu to było wyzwanie. W dzień siedziałam i zamykałam się w sobie, w nocy nie potrafiłam spać, albo wylewałam kolejne morze łez. Później wszystkie święta, Dzień matki, dzień dziecka, dzień ojca, Wszystkich świętych gdzie miałam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą i tylko czekają, aż się rozsypię… Boże Narodzenie na którym mieliśmy już być w trójeczkę, miały być prezenty i pokazywanie lampek… Był uśmiech, ale za uśmiechem było poczucie winy, poczucie zdrady wobec własnego dziecka. Jak mogę się śmiać, kiedy on maleńki leży pod ziemią, a miał być tu z nami tulony. Dziś już nie mam takich uczuć. Potrafię się szczerze uśmiechnąć. Wiem, że mogę. Najbardziej pomógł mi w tym czas, cierpliwość mojego męża, po nim rozmowy z psychologiem i w końcu mój kolejny maleńki, tym razem żywy, Cud.

Tyle tytułem wstępu. Wiele razy wchodziłam jednak na stronę www.poronienie.pl i tam czytałam o żałobie, zastanawiałam się w którym jej momencie jestem i próbowałam zrozumieć co się ze mną dzieje. To stamtąd zaczerpnięty jest poniższy tekst. Osieroconym rodzicom w tym momencie chciałabym życzyć dużo cierpliwości dla własnych uczuć. Przeżyjcie żałobę tak jak dyktuje Wam Wasze serce.

Zazwyczaj określenie żałoba kojarzone jest ze stanem po śmierci żyjącej osoby. Bardzo rzadko odnoszone jest ono do straty dziecka poczętego, a jeszcze rzadziej do sytuacji, kiedy rodzi się dziecko chore. Tymczasem żałoba, jako stan psychologiczny, odnosi się do każdego zdarzenia, w wyniku którego ponosimy stratę kogoś lub czegoś bardzo dla nas ważnego. Stan ten nie podlega naszej woli, a jego bagatelizowanie, wyciszanie i skracanie, stojące w sprzeczności z przeżyciami duchowymi, przyczynić się może do większego bólu oraz do powstania urazu psychicznego.

Możemy wyróżnić kilka etapów, przez które przechodzi osoba, przeżywająca żałobę. Mogą one następować w różnej kolejności i różnym nasileniu. Czasami wydaje się nawet, że pewne osoby nie przeżywają niektórych z nich. Niekiedy reakcja, która już miała miejsce, pojawia się ponownie, czasem nawet kilkakrotnie. Niektóre fazy żałoby zachodzą jednocześnie. Nie istnieje jeden ustalony wzorzec.

 1.Zaprzeczenie

To często spotykana reakcja obronna w sytuacji zbyt ciężkiego przeżycia. Roniąca matka może nie chcieć uwierzyć, że straciła dziecko, lub że ono nie żyje. Prosi o dodatkowe badania, o czas, mając nadzieje, że wyrok, który usłyszała, okaże się nieprawdą. Niekiedy wydaje się nie rozumieć znaczenia wydanej diagnozy. Czasami wręcz przyjmuje postawę negującą zaistniały fakt? Taka reakcja trwa zazwyczaj krótko. Później rzeczywistość zaczyna docierać do niej w bolesny sposób.

2.Smutek / Rozpacz

Osobie postronnej trudno wyobrazić sobie ból kobiety, która straciła dziecko. Każda strata jest bolesna, ale ta – w sposób wyjątkowy. Jest to rozpacz matki, której odebrano jej dziecko, jej marzenia i plany. Ten etap żałoby trwa często długo i towarzyszy innym.

3.Gniew

Gniew jest naturalną reakcją na sytuację, która postrzegamy, jako niesprawiedliwą. Może przyjmować postać złości na siebie, inna osobę lub reakcji ogólnej („złość na świat i ludzi”). Często miesza się z nim poczucie winy, które następuje zazwyczaj po wybuchu gniewu i w sytuacji, gdy osoba cierpiąca spotyka się z niezrozumieniem otoczenia, a nawet ostrą krytyką. Tymczasem jest to jeden z etapów przystosowania się do nowej sytuacji i ostatecznego pogodzenia ze światem.

4.Poszukiwanie znaczenia / Nadawanie sensu

Poszukiwanie znaczenia lub nadawanie sensu zdarzeniu, które wydaje się go pozbawione (jak śmierć dziecka), jest jeszcze jedną reakcją przystosowawczą. Pomaga wpleść bolesne doświadczenie w system wartości tak, aby go nie zburzyć. Każdy człowiek potrzebuje wrażenia spójności, sensowności i kontynuacji w życiu. To jest podstawa na której budujemy naszą wizję świata. Jeśli zdarzy się coś, co ją burzy, poszukujemy sposobu, aby tą misterną konstrukcję podtrzymać, ponieważ tylko wtedy możemy pozostać tym, kim jesteśmy. Działanie takie, choć osobom postronnym wydaje się „naciągane”, pozwala odnaleźć ład i porządek w świecie pełnym chaosu i niezrozumiałych, bolesnych wydarzeń.

 5.Apatia

Gdy przeżycia wydają się zupełnie przytłaczać i kiedy pojawia się wrażenie, że „to zbyt dużo”, cierpiący często popadają w apatię. Pomaga ona uchronić system nerwowy przed „przeciążeniem”. Niebezpieczeństwo tego stanu polega między innymi na jego podobieństwie do smutku, zniechęcenia lub nawet do stanu powolnego godzenia się z rzeczywistością. Apatia może być zarówno sygnałem powracania do równowagi, jak i pierwszą oznaką depresji. Tej natomiast nie wolno lekceważyć. Jeśli stan apatii utrzymuje się dłużej, niż 2 tygodnie, należy zgłosić się do specjalisty (psychologa lub lekarza psychiatry).

 6.Pogodzenie się ze stratą

Wielki finał, ale też początek nowego. Ból, żal, rozpacz, gniew powoli się wypaliły – spełniły swoje zadanie i odchodzą. Człowiek cierpiący powraca do stanu równowagi. Nie znaczy to jednak, że zapomina o bolesnych wydarzeniach. One nadal tkwią w jego pamięci, ale teraz już nie ranią. Na tym etapie osierocona matka znalazła już „swój” sens w tej trudnej sytuacji, pogodziła się ze sobą, uporządkowała na nowo swój świat, swoje życie. Teraz może zacząć tworzyć kolejne jego rozdziały.

Każdy z wymienionych etapów powinien zostać przeżyty w jego własnym, odpowiednim do danej osoby, czasie. Nie należy go wyciszać lub sztucznie skracać. Żałoba, która nie została właściwie przeżyta, może się nigdy nie skończyć. Brak zgody na niektóre emocje i tłumienie ich skutkuje często powrotami stanu żałoby, nawet po wielu latach, natomiast przeżycie ich i pozwolenie, aby „wypaliły się”, pozwala pogodzić się z sobą i ze światem. W przypadku poronienia jest to ważne zwłaszcza z punktu widzenia dzieci, które dopiero pojawią się w rodzinie. Rodzic, który nie uporał się ze śmiercią swoich poprzednich dzieci, często nie jest w stanie cieszyć się nowymi. Bywa, że są one traktowane, jako pocieszenie po wcześniejszej stracie.

Żałoba po stracie dziecka może trwać kilka lub kilkanaście miesięcy, a nawet lat. Niektórzy psychologowie twierdzą wręcz, że nie kończy się nigdy, przybiera tylko znacznie spokojniejszą, łagodniejszą formę – zostaje smutek i pamięć ?”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *