O inspiracji, czyli o DDU

plakat2007mini„Co roku w Polsce ponad 40 tysięcy kobiet doznaje poronienia, dwa tysiące dzieci rodzi się martwych, a kolejne pięć tysięcy na skutek chorób i nieszczęśliwych wypadków nie dożywa osiemnastych urodzin. – Jeśli liczby te pomnożymy przez dwoje rodziców, to każdego roku przybywa nam duże miasto osieroconych – mówi Agnieszka Kaluga, mama Martynki (żyła dziesięć dni) i ośmioletniego Bartka.”

Gdy po raz pierwszy przeczytałam tą wypowiedź zamurowało mnie. Dosłownie. Ponieważ chodziłam po ulicach, śmiałam się, żartowałam, przeżywałam jakieś tam kryzysy związane z pracą, narzeczonym – potem mężem, rodzicami, kłótnie z rodzeństwem. Zawsze jednak jakoś wszystko kończyło się dobrze. Co jeśli przychodzi kryzys, który nie ma szczęśliwego zakończenia?

Po stracie Okruszka przez wiele miesięcy dochodziłam do siebie. Żałoba to bardzo trudny okres w życiu każdego człowieka, ale żałoba po stracie dziecka… w pewnym sensie trwa całe życie. Któregoś razu w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: dlaczego? znalazłam informacje o Dniu Dziecka Utraconego i… ucieszyłam się, że jednak gdzieś jestem zauważona, ktoś widzi mój ból i szanuje życie, któremu nie dane było… żyć. Idea DDU narodziła się w 1988r. w Stanach Zjednoczonych. W Polsce obchodzony jest on od 2004r. W tym dniu w wielu kościołach w Polsce (niestety nie we wszystkich) odprawia się Msze święte za dzieci, które zdążyły wziąć kilka głębszych oddechów na naszym świecie i za te, które zmarły nim się narodziły… 15 października na niebie można dostrzec baloniki lub lampiony z imionami dzieci, wypuszczone przez osieroconych rodziców.

Dzień ten jest przede wszystkim dla rodziców, którzy utracili swoje dzieci. Ma im pokazać, że obok nich są ludzie, którzy przechodzą lub przechodzili przez to samo i sobie z tym radzą. To dla nich okazja do wyjścia „ze swojego podwórka”. DDU  ma także na celu pokazanie społeczeństwu, że obok szczęśliwych ludzi, którzy cieszą się swoim potomstwem, spacerują osoby cierpiące, tęskniące za swoim utraconym maleństwem. I wcale nie ma ich tak mało.

W obecnym czasie powstaje wiele blogów o macierzyństwie i dobrze, dzieci to radość. W chwili obecnej sama mam półrocznego synka i siłą rzeczy blog przekształca się w bardziej radosny. Mimo wszystko pragnę by cząstkę siebie ujrzeli tu rodzice, którzy doświadczyli traumy jaką jest utrata ukochanego dziecka. Chciałabym im pokazać, że nie są sami.  Nie jesteście sami.

źródło: www.dlaczego.org

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *