A my wciąż żyjemy.

Nie wierzę, że minął kolejny rok. Jeszcze jeden. Bez niego. Bez Okruszka. Czwarty.

A my wciąż żyjemy.

Przestałam pisać, ponieważ zauważyłam, że przeżywanie tego kolejny raz i kolejny i kolejny nie sprawia już, że czuję się lepiej. Przez pierwszy rok płakałam po kilka razy dziennie, potem raz dziennie wieczorem, gdy nie mogłam spać, gdy wszystko wracało. Wtedy pisanie pomagało. W kolejnym roku podobnie. Bywały momenty, że hamowałam uczucia, z różnych powodów, wtedy siadałam, analizowałam i znów płakałam. I czułam się lepiej. Nawet gdy na świecie był już Tuptuś. Potrzebowałam wrócić do Okruszka. Poczuć, że Nikodem go nie zastępuje. Trochę masochistyczne, ale właśnie tego wtedy potrzebowałam.

Teraz życie pędzi w zawrotnym tempie. Po powrocie do pracy już w ogóle.  Tuptuś to na prawdę rezolutny, absorbujący (za chwilę) trzylatek. Wszędzie go pełno, wciąż potrzebuje mojej uwagi, wciąż gdzieś się wciska, woła „piciu”, albo „sikuuuuuu!” – zwłaszcza gdy na chwilę usiądę ;) Jestem szczęśliwa, że jest z nami. Czasem obserwuję go z ukrycia i nie wierzę, że taka mała istota biega mi po mieszkaniu i wpada na te wszystkie dziwne pomysły. Bywają momenty, że odczuwam bezsilność. Gdy po raz pięćdziesiąty powtarzam, żeby nie wycierał rąk w spodnie, a on i tak to robi. Albo gdy rzuci zabawką z niewiadomych mi przyczyn, a potem znowu, pomimo próśb, tłumaczenia i kar… Mam dni, że chcę uciec. Pewnie jak każda mama…

No właśnie. Jak każda. Pamiętam, jeden wpis. Nie było jeszcze Tuptusia. Siedziałam i płakałam, że te wszystkie mamy siedzą mi pod oknem i marudzą na swoje pociechy. Zazdrościłam im i byłam na nie zła, że nie doceniają tego co mają. Chylę głowę i przeprosinach. Teraz bywam taka sama. To jednak nie znaczy, że nie doceniam tego co mam. Wręcz przeciwnie, doceniam bardziej momenty czułości ze strony tego małego szkraba. „Emenanoc” i „Kosiam Cie mamusiu” każdego wieczoru.

Znów płaczę. Świetnie.

W Wielkanoc minął cztery lata. Spędzimy Święta podobnie jak w zeszłym roku. Z rodziną. Nikt nie wspomni o Okruszku… Nie wiem czy któreś z dziadków będzie pamiętać. Wątpię. Czy mi przykro z tego powodu? Może trochę. Czy chciałabym, żeby siedzieli i płakali za dzieckiem, które znikło nim się pojawiło? Z pewnością nie. Niech się cieszą życiem, które jest… Wnukami, rodziną która siedzi przy stole.

A o Okruszku ja będę myśleć, jak zawsze. Jak każdego dnia. Bo nie ma dnia, żebym w którymś momencie nie pomyślała. Przy myciu zębów czy przy obiedzie, podczas składania ubranek Nikosia. Żal pozostał, nie znika. Chciałabym wierzyć w to Niebo. Że przyjdzie dzień, kiedy umrę, a moje dziecko powita mnie gdzieś tam… Niestety ciężko mi uwierzyć. Skłaniam się ku teorii, że potem po prostu nic nie ma. Odłącza się zasilanie i tyle. Może ktoś będzie o nas jeszcze jakiś czas pamiętał. Przemijanie. Nic więcej. Trochę pesymistyczne, ale cóż… Tak w tym momencie mam.

Z nowinek jeszcze jedna sprawa. Bardziej optymistyczna. Tuptuś będzie miał Kropeczkę. Tak, jestem w ciąży. 21 tydzień. Już po drugich prenatalnych. Wszystko dobrze, odpukać. Dziewczynka. Czekamy z niecierpliwością na sierpień. Na sierpniową Alicję :)

Wesołych Świąt Wielkiej Nocy!
Tuptuś i mama ;)

PS. Może wrócę do pisania. Jeśli czas i chęci będą.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *