Na brzegu łóżka.

W naszej sypialni stoi łóżko.

Lubię je. Jest takie, jakie zawsze chciałam. Z wezgłowiem, duże, szerokie. Docelowo miały na nim skakać nasze dzieci. Jak w tamtej reklamie. Wiecie o co chodzi. Każdy zna takie reklamy. Szczęśliwa rodzina i dzieci skaczące po łóżku w jasny, niedzielny poranek.

Zawsze chciałam mieć dzieci. I mam. Dwójkę. Dwóch chłopczyków. Kocham ich. Najmocniej.

Na brzegu naszego łóżka dużo się wydarzyło przez ostatnie 3 lata.

 
W grudniu 2012 płakaliśmy z mężem ze szczęścia. 2 kreseczki na teście.
W grudniu tego samego roku czule patrzyłam na stolik obok brzegu tego łóżka. Stały tam dwie pary ślicznych włochatych bucików. Prezent dla przyszłych babć. Dobra nowina – oj jak się cieszyły.

W marcu 2013r. siedziałam na brzegu tego łóżka z moją mamą i płakałyśmy razem. Mówiłam: mamo, on nie daje mu szans, mówi, że chyba nie ma nerek, że nie siusia, że to chyba chłopiec, że jakieś badania genetyczne. Co jeśli się nie uda? Co jeśli? Co mam zrobić? Pochować go? Mama rozpłakała się i powiedziała, że tak, że jeśli go nie uratują – pochowamy go. Następnego dnia na brzegu tego łóżka dała mi mały różaniec.

W kwietniu i w wielu następnych miesiącach na brzegu tego łóżka siedziałam i płakałam. Szlochałam i miałam ochotę umrzeć. Nie chciałam wstawać z tego łóżka. Często tak miałam. Bardzo. Często.

Dziś przy brzegu tego łóżka jak i na nim skacze dziecko. Żywe. Śliczny blondynek. Woła „mamooooo” i „tatooooo”. Czasem na nim płacze jak jest niegrzeczny. Czasem w nim śpi w poprzek z nogami na tacie. Dziś na cmentarzu ten mały blondynek roześmiał się w głos po zdmuchnięciu zapałki. Ja zaś się rozpłakałam. Po południu ten maleńki chłopczyk zarzucił mi rączki na szyję i tak słodko, tak bosko się tulił do mnie. Po raz pierwszy tak bardzo. I znów się rozpłakałam. A potem siedziałam z nim na brzegu tego sypialnianego łóżka i się wygłupiliśmy.

Lubię ten brzeg łóżka. Mimo wszystko. Siedząc z nim czasem czuję się jak 20latka, a czasem jak 50latka. Czasem płaczę, czasem się złoszczę. Jednak śmieję się zdecydowanie częściej. I szczerzej.

—————

Ostatnie 3 lata były trudne, ale minęły. Kacper zawsze będzie naszym pierwszym synem. Wymodlonym, wyczekanym, planowanym, kochanym. Będzie moim dzieckiem, którego nie mam i za którym tęsknię. Nie ma go przy nas, choć z nami jest. Każdego jednego dnia.

Zahartował mnie. Sprawił, że jestem silniejsza. Sprawił, że częściej myślę o Bogu. Dał nadzieję, że po życiu jest jakieś inne, gdzie będzie przy mnie. Gdzie w końcu go przytulę. Sprawia, że chcę się starać by tam trafić. Chcę być lepsza.

Żałoba to trudny i długi proces. Moja nadal trwa. Nie liczę już na to, że kiedyś minie. Muszę jednak zwrócić honor czasowi. Sprawia, że rany w sercu zabliźniają się. Pomału, ale tak jest. Nie będę udawała, że nie. Sprawił, że płaczę mniej i śmieję się nie tyle częściej co po prostu szczerzej. Dziś myślę, że tak miało być. Wierzę, że wobec każdego z nas jest jakiś plan i nie bez powodu przytrafiają się nam pewne rzeczy. Wierzę też, że człowiek jest na tyle silny, że przy pomocy bliskich poradzi sobie z nimi. Bo nie musimy z przeciwnościami życia walczyć sami. Dziś już to wiem.

Ostatnio odkryłam, że potrafię pić czarną, gorzką kawę. Nigdy mi nie smakowała, a ostatnio coś się zmieniło. Wszystko ulega zmianie pod wpływem czasu. Ja także. Co nie oznacza, że zamierzam zrezygnować całkowicie z cukru. Teraz jedynie wiem, że potrafię wypić każdą kawę. Nawet tą czarną i gorzką.

 

Pozdrawiam,
Mama dwóch wspaniałych chłopców.

 

PS. Nikoś pozdrawia. Ma się dobrze.
PS2.  Postaram się pisać częściej.

 

3 comments on “Na brzegu łóżka.

  1. Mam nadzieję, że mocne to łóżko. Moje dzieci dwa spania połamały: „no mamo, samo się”. Żałoba po dziecku nie wiem czy kiedykolwiek się skończy. Nawet jeśli minie rozpacz, to smutek jednak zostanie i czasami da znać o sobie. Pozdrawiam ciepło. Kasia.

  2. Poczytałem trochę Twój blog, zamyśliłem się nad życiem i przemijaniem, bo od ponad dwóch lat jestem już zupełnie sam, ale wierzę, że przede mną jeszcze wiele radosnych dni czego i Wam życzę ;) Rodzina to piękna i wielka sprawa!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *