O naczyniakach, ziarniniakach i strachu.

Ziarniniak naczyniowy – usłyszałam w końcu od chirurga.

Przed urlopem, może jakiś tydzień przed u Tuptusia na policzku pojawiła się czerwona kropka. Znów się zadrapał, albo czymś uszczypnął – pomyślałam. Pojechaliśmy na urlop, minęło 10 dni . Spoglądaliśmy z mężem na czerwoną kropkę, rzekome zadrapanie i oboje byliśmy pewni, że urosło. Nawet się lekko uwypukliło. Po powrocie znajoma zerknęła na to i podsunęła myśl, że to naczyniak. Byliśmy już wtedy umówieni na konsultację do naszej pediatry. Ona również stwierdziła, że to „naczyniaczek” i skierowała nas do dermatologa. Zasugerowała wymrożenie. Umówiłam się na wizytę. Minęło kilka dni, w tym weekend, a nasz „naczyniaczek” znów się powiększył. Na wizycie, pani dermatolog skierowała nas od razu do chirurga – nie miała pojęcia dlaczego nie zrobiła tego od razu pani pediatra. To chyba ziarniniak naczyniowy – powiedziała. Otworzyła książkę, poczytała i była niemal pewna. Miło jednak, że na prawdę się przypadkiem zainteresowała.

W poniedziałek byliśmy u w/w dermatolog i w szpitalu. Chirurg miły, sprawiał wrażenie kompetentnego (gdyby tylko nie fakt, że na wizytę w jego gabinecie czekaliśmy niemal 2 godziny) od razu zaproponował całkowite wycięcie chirurgiczne pod narkozą ogólną. Rzeczowo wytłumaczył, że nie ma co próbować go wymrażać, bo może to nie być efektywne, może się wymrozić w połowie lub wcale lub co gorsza pęknąć podczas zabiegu. Mimo, że ziarniniak był już spory i napięty zabieg wyznaczono nam na piątek. Cóż.

Oczywiście jak to u nas bywa, nie mogło być lekko. Mimo, że Nikoś tego nie dotykał – w ogóle go to nie interesowało, to tulenie buzi do poduszki zrobiło swoje. W nocy z śr na czw bąbel pękł, krwawił, ledwo to opanowaliśmy. Następnego dnia byliśmy już na ostrym dyżurze. Najbardziej bałam się tej narkozy. Tyle strasznych rzeczy się słyszy o usypianiu. Do tego anestezjolog, zapytany przeze mnie o skutki uboczne narkozy stwierdził: no wie Pani… od wymiotów po śmierć. Dokładnie tak powiedział. Widząc moją przerażoną reakcję, zaczął uspokajać, ale mi – matce ciśnienie skoczyło i tak na 200. Wiem, że oni muszą o tym informować, ale serio aż w taki drastyczny sposób?

Tak czy inaczej Tuptuś zabieg zniósł dobrze. Jeden szew i plasterek. Zabieg trwał ok 20 minut. Mogłam go zanieść pod blok operacyjny i ze łzami w oczach oddać garstce ludzi w maseczkach, kitlach i rękawiczkach. Nikoś zaskoczony, ale zrobił „papa” i bez płaczu poszedł. A matka w ryk. Trudno. Po tych 20 minutach nam go przywieźli – nadal zaskoczonego. O dziwo płacz rozpoczął się dopiero gdy zaczęłam go tulić. Sądzę, że musiał wykrzyczeć całą tą sytuację.

W zasadzie wszystko było dobrze. Tylko ja miałam chwilę paniki i strachu. Opieka w szpitalu w porządku. Personel był naprawdę rewelacyjny, uprzejmy i życzliwy. Jedzenie dla dzieci dobre i w sporych ilościach. Zostaliśmy dobę na obserwacji. Zaproponowano mi do spania wózek, gdyby mąż nie zdążył dowieźć jakiegoś materaca lub leżaka. Dowiózł mi leżak, ale to nieistotne. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. Teraz tylko czekamy na wyniki histopatologi. Mam nadzieję, że rzeczywiście okaże się, że to był ziarniniak naczyniowy i na tym historia się skończy. Oby. Na prawdę wierzę, że… jak to ujęła pewna pani ginekolog z czasów Okruszka – limit pecha już wyczerpaliśmy.

Zamieszczam zdjęcia rosnącego ziarniniaka.

DSC_0103po około tygodniu

WP_20150830_17_39_45_Propo około miesiącu

WP_20150904_18_55_30_Propo zabiegu :)

Pozdrawiamy!
Mama i Tuptuś ;)

PS. Zachęcam do bacznej obserwacji swoich pociech. Lepiej kontrolować wszelkie podobne zmiany.

11 comments on “O naczyniakach, ziarniniakach i strachu.

  1. Mój syn który ma teraz 10 lat miał identycznego naczyniaka tylko na policzku pod dolą wargą.Miał 9 miesięcy gdy miał zabieg tak samo jak wasz dzieciak był usypiany i też pozwolono mi go zanieść do sali a później gdy już go uśpili to kazali mi wyjść i czekać. Do dnia dzisiejszego jest wszystko w porządku tylko została mała blizna. Będzie wszystko w porządku.
    PS. Nasza Pani doktor powiedziała że to mogło być po ugryzieniu pająka.

    1. Cieszę się, że i u Was wszystko dobrze się skończyło. Również podejrzewam, że to może od jakiegoś ugryzienia. Wydaje mi się, że zadrapanie jednak bym zauważyła, choć mogę się oczywiście mylić. Pozdrawiam i oby jak najmniej podobnych sytuacji, najlepiej wcale :)

  2. Niczego nie można ignorować. Mnie się czasami wydaje, że za bardzo zwracam uwagę na każdą pierdołę i robię z igły widły, a tu widzę, że czasami warto. Zawsze to lepiej zapytać specjalistów raz za dużo niż raz za mało. Brawo dla dzielnego Malucha! :)

    1. Bardzo dobre stwierdzenie: lepiej raz za dużo niż raz za mało. Poza tym warto uwierzyć w matczyną intuicję. Pozdrawiam! :)

  3. Naprawdę naprawdę naprawdę Naprawdę naprawdę naprawdę Naprawdę naprawdę naprawdę
    i tak dalej

    a nie na prawdę, jak z jednego wyrazu można zrobić dwa, nie wiem, doprawdy…

    Zdrowia życzę

    1. To blog o macierzyństwie. Pisany zwykle pod wpływem chwili. Nie esej na konkurs z języka polskiego. Wystarczyła zwykła uwaga – bez złośliwości. Dziękuję mimo wszystko – naprawdę. Pozdrawiam i również życzę zdrowia.

  4. „Pyogenic granuloma” jak się domyślam z opisu. Mieliśmy to samo, też na policzku. Urosło w ciągu kilku dni, a potem pękło raz, drugi i tak kilka razy. Jeździliśmy chyba ze trzy razy, zanim trafiliśmy do fachowca, który wiedział odrazu co to jest i co z tym zrobić. Potem narkoza (w naszej obecności), pół godzinki i na oddział pooperacyjny. Córka (straszny niejadek) była tak głodna, że pierwszy raz zawołała, że chce chlebka :)
    Niedługo też opiszę to na moim blogu, już nawet zacząłem, ale odłożyłem z braku czasu.
    Najgorsze z tego wszystkiego było to krwawienie. Mały horrorek. Wiem jak to u Was mogło wyglądać. Nie dziwię się Waszemu strachowi.

    Pozdrawiam!

  5. Myślę, że płakał bo zobaczył Twoje emocje – strach i to go wystraszyło. Widać, że sam przeszedł to bez szwanku. Dobrze, że lekarze szybko zareagowali.

  6. u mojego pierwszego syna mial 3 lata, ziarniniak wygladal tak samo kulka pod okiem. zszywany mial oczywiscie w szpitalu pod narkoza. teraz drugi syn rowniez trzylatek ma taki na dloni. w czwartek jestesmy zapisani na wypalanie laserem. nie wiem skad sie to wzielo ale serce matki boli. u starszego teraz szesciolatka ani sladu na skorze. pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *