Ząb za zębem, idą zęby, ząbki. I krzyczą!

DSC_0011-2No idą i idą. Jeden nawet wyszedł. W końcu. Przebił się 2 tygodnie temu. Wzruszona byłam, ucieszona… Było ciężko. Tak sądziłam. Kilka nocek słabo przespanych. Trochę marudzenia. Chyba stan podgorączkowy ze dwa razy. I oczywiście komentarze doradców wokół: – teraz to już pójdzie z górki. Naiwniacy!

Uwaga! Nadchodzi drugi ząb. Ząbek. Taka maleńka kość. Kostunia. Takie małe… ach, miałabym ochotę napisać coś brzydkiego, ale się powstrzymam. Takie małe „ten, no” a tyle złości, przykrości, współczucia, łez, wykończenia przysparza! Oczywiście współczuję synkowi z całego serca. Ale umówmy się – to nie jest łatwa sprawa, a ogromny test cierpliwości rodzica. Uważam, że mam w sobie niezliczoną ilość miłości i współczucia, ale dzisiejszej nocy odpadłam.

Nikoś zmierzły, krzyczy, piszczy, robi taki otwarty dziubek i wyje i krzyczy i znów wyje. I ciągle chce na rączki. Każdego ranka od kilku dni robię sobie kawę trzęsącymi dłońmi biorąc kolejny już głęboki oddech. Tuptuś siedzi za mną w swoim krzesełku i się drze. I wyrzuca wszystkie zabawki. Rzuca wszystkim co mu podam. Ale jak rzuca! Proszę Państwa! To już nie jest „bam” na podłogę. To jest BAM na odległość. To krzyczące wyjące BAM w moje plecy czasem. I nie żebym się nie odwracała, nie nie! Odwracam się, proszę, stroję minki, śpiewam… I takie epizody trwają cały boży dzień.

Wróćmy do dzisiejszej nocy. Nikoś poszedł spać późno. Po 21:00. Zwykle godzinę wcześniej już śpi. Naiwni rodzice pomyśleli: – może pośpi? Naiwność – piękne słowo. Od 23:30 się zaczęło. Do łóżeczka, na rączki, do łóżeczka, na rączki, do łóżeczka, na… itd. W końcu na rączki taty, bo wściekła matka wybuchła płaczem z bezsilności psychicznej i fizycznej. Tuptuś płakał trochę u taty. Dziecko tak ma. Jak boli to do mamy. Ale nie dałam rady. Padłam, po prostu padłam. Materac w łóżeczku obniżony i teraz wyjmuj 12kilogramowe niemowlę. Gdybym była chodzącym na siłownię 100kilogramowym mężczyzną może byłoby łatwiej. Nie jestem nim. Skapitulowałam.

Jest mi go żal, płaczę razem z nim. Wczoraj przeklęłam, walnęłam w materac, rozpłakałam się. Bezsilność. Ostatnio jednak przeczytałam świetny artykuł o tym, by przyjmować dziecko takie jakie jest. Począwszy od humorów niemowlęcych. Więc nie jestem zła na niego. Nie jestem zła na wszechświat, ani na za krótkie noce. Jestem pogodzona z moją złością wynikającą z bezsilności. Nikodema przyjmuję takiego jaki jest. Po prostu przeżyję kolejne noce. I dnie. Jak najlepiej potrafię. Nawet jak rozwala nam lampki nocne – to moja wina. Powinnam była ją odsunąć od łóżeczka. Potem robi słodkie minki. Jak go nie kochać?

Pozdrawiamy serdecznie …
z Ząbkolandii ;)

5 comments on “Ząb za zębem, idą zęby, ząbki. I krzyczą!

  1. Jak czytam to dokłandnie jest tak samo u Nas, tylko z małym wyjątkiem nie mamy jeszcze ani jednego zęba. Tej nocy w ogóle nie wstałam do F bo nie miałam kompletnie siły na szczęście mąż przejął moje obowiązki i poszedł z usmiechem do pracy.
    Nie wiem jak długo podołam tej sytuacji ?

    1. Jak dobrze, że są Ci mężowie ;) Czasem pomarudzą, ale są ;) Jak długo podołasz? Pewnie, aż się nie skończy – cóż, nie mamy wyjścia :)

  2. Nie uznajecie leków przeciwbólowych? U nas były problemy na szczęście odpukać tylko z pierwszymi zębami, wtedy lekarz pozwolił podawać na noc pedicetamol żeby właśnie cokolwiek odespać. Maści różnie działają, jedne na jedne dziecko inne na inne, mimo że czasem to samo pod różnymi nazwami jest sprzedawane, ale jednak lek przeciwbólowy powinien zadziałać :)

    1. Uznajemy leki przeciwbólowe, ale w ostateczności. Synek mimo wszystko bardziej marudzi. Wiem jak wygląda jego płacz, gdy go coś boli i taki płacz póki co nie wystąpił. Zostajemy więc przy Dentinoxie i od wczoraj wprowadziłam ziołowe kropeli Camille polecone przez pediatrę. Zobaczymy jak będą działać. Pozdrawiam! :)

  3. W PL używałam tych ziołowych kropelek ale na Filipa nie działały :/
    Cały czas uzywamy żelu na dziąsełka pomagaja ale na krótko ale od dwóch nocy nawet nie pozwala sobie posmarowac ehh:/ A co do paracetamolu raz pomaga a raz nie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *