O tym, o czym nam nie mówią.

Przeczytałam niedawno jedną notkę na czyimś blogu parentingowym. Jakże prawdziwą. Zainspirowała mnie do tego wpisu. Mam nadzieję, że nie powielę za bardzo.

Zachodzimy w ciążę, test pokazuje dwie upragnione lub „nieoczekiwane” kreseczki. Patrzymy jak rośnie nam brzuszek, wyczekujemy ruchów… o! już są! Cały brzuch nam faluje, budzimy się rano i myślimy: „dzień dobry maleństwo, no… przybij mamie piątkę”. Kopnij, żebym wiedziała, że wszystko gra. I dzidziuś kopie. Jest dobrze.

Szykujemy wyprawkę, nagle pranie i prasowanie wydaje nam się najwspanialszą czynnością na świecie. Łóżeczko, pościel, wózek, butelki, smoczki, łyżeczki… wszystko słodkie i gotowe. Widzimy siebie, męża/partnera jak stoimy objęci nad łóżeczkiem, w którym słodko śpi maluszek. Jak w filmach co? ;)

Tylko nikt nam nie mówi… ani mama, ani babcia, nawet w szkole rodzenia nam nie mówią, że odtąd… odkąd pojawi się ta najmniejsza, najwspanialsza istota… razem z sobą razem z tymi ogromnymi pokładami miłości wyzwoli w nas też niesamowite poczucie… strachu. Bo odtąd poznamy co to znaczy mieć poczucie odpowiedzialności.

Nikodem ma w chwili obecnej katar. Mam nadzieję, że to objaw ząbkowania – jak zawsze. Wczoraj w nocy jednak myślałam, że dostanę ataku serca. Budził się oczywiście co 20, 30 minut, ale w pewnym momencie wydzielina z noska spłynęła do gardła i tak się zakrztusił… wyskoczyłam z łóżka na równe nogi, jego na ręce… na szczęście na strachu się skończyło… ale od razu w głowie myśl: co by było gdyby?

Nie lubię tak myśleć, wybiegać w przód z histerią w oczach. Mimo wszystko czasem przyjdzie taki moment. Przecież zaraz będzie biegał, zaraz będzie miał 10 lat i wracając ze szkoły będzie mogło wydarzyć się wszystko. WSZYSTKO. Nigdy nie znałam takiego strachu. Ma się on nijak do skoku do wody, nijak do uniknięcia potrącenia przez samochód; nawet nijak do strachu o męża/partnera. Dlatego współczuję niesamowicie każdej matce, która miała swoje chwile z dzieckiem, a potem oni zniknęło. Współczuję matkom, których dzieci są chore na cokolwiek przewlekłego, trwałego… Sądzę, że nie ma nic gorszego niż strach o życie dziecko. Cóż. O tym jednak nie piszą w poradnikach o planowaniu rodziny.

Jak sobie z tym strachem radzić? Nijak. Trzeba z nim chyba żyć i nie dać mu wejść sobie na głowę.

4 comments on “O tym, o czym nam nie mówią.

  1. O tak, nikt Nas o tym nie uprzedził.
    Mieliśmy podobną sytuację. F miał kaszel i na drzemce zaczął strasznie kasłać i cofnęła m się kaszka, którą wcześniej zjadł. Nie mógł złapać oddechu i był cały siny, ale oboje z mężem opanowaliśmy sytuację.
    Strachu i płaczu było wiele. I najgorsze, ta czarna myśl…

  2. Miałam kiedyś taki czas, że bardzo bałam się o swoje maleństwo. Zauważyłam jednak, że przez to, nie potrafię cieszyć się wieloma fajnymi momentami. Zaczęłam więc, w tych momentach, kiedy przychodziły mi czarne myśli, zająć się czymś innym. Dzięki temu jest mi o wiele łatwiej …

    1. Dziękuję za komentarz. Też staram się stosować taką taktykę, na szczęście przy dziecku jest co robić :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *