Uciekający entuzjazm

Dziś nie będzie do końca pozytywnie.

Może dlatego, że to już 35 tydzień i zaczyna się etap „zmęczenia ciążą”? Myślałam, że to jakaś bajka. Coś w tym chyba jednak jest. Jestem strasznie niewyspana. Z powodu niesamowicie dokuczliwej zgagi zasnęłam po 3 nad ranem. Do tego skończyły mi się migdały, które ostatnio pochłaniałam garściami. Pobolewają mnie też plecy, szczególnie wieczorami. Czasem kłuje coś w środku… Zdarzają się też momenty bezdechu. Wiem, że to wszystko jest całkowicie normalne. Nie panikuję i staram się nie krzyczeć o tym na okrągło i wszystkim w koło. Jedynie mąż zauważył, że odrobinę więcej marudzę. Jemu przecież mogę.

Engel in TrauerWczoraj po niemal 3 tygodniach odwiedziliśmy Kacperka. Wszędzie  chwasty, a to raptem 21 dni. W tym tygodniu ma być ładna pogoda. Zaplanowaliśmy więc kupno i zasadzenie jakiś ładnych roślinek dla niego. Tylko i aż tyle… Dla jednego syna wybieram wózek, dla drugiego kwiaty i znicze… Tak już będzie zawsze? Dlaczego tak długo nas tam nie było? Nie wiem… remont, pogoda… staram się też trochę uciekać od smutnych myśli i płaczu, nie chcę żeby Tuptuś czuł to co ja. Nie chcę żeby był  smutny. A wczoraj znów nie potrafiłam powstrzymać łez. Wszystko przez te głupie pająki, których tak panicznie się boję. Zobaczyłam jednego jak chodzi po nagrobku i od razu ten natłok myśli, że pod ziemią leży maleńkie 27 centymetrowe ciałko mojego syna… po którym chodzą lub będą wkrótce chodzić robaki… Nie potrafiłam się opanować i znów wybuchłam płaczem. Tak bardzo, bardzo bym chciała, żeby życie potoczyło się inaczej. Chciałabym móc cofnąć czas, pójść od razu na zwolnienie lekarskie, nie wdychać tych oparów i być może się nie rozchorować… może właśnie uczyłabym Kacpra chodzić. Cóż… nie można mieć wszystkiego. A może można? Przecież jest Tuptuś… nasz Cud, teraz nasze wszystko.

Na szkole rodzenia poruszono ostatnio historie o zapętleniach, autyźmie, a na forum… przeczytałam znów dwie smutne historie „wyższych” tygodniowo strat. Jestem w ciąży, dziennie modlę się o zdrowie dla Tuptusia i inne dzieci w brzuszkach, ale… to się nadal dzieje. Każdego dnia kobiety zachodzą w ciążę, pełne nadziei i oczekiwania, a potem wydarza się taka czy inna tragedia. Dzięki Bogu jest tych zdarzeń znacznie mniej niż dzieci szczęśliwie donoszonych i urodzonych. Myślę jednak mimo woli o tych pierwszych. O tych kobietach, które muszą walczyć o każdy dzień w „dwupaku”, o każdą pozytywną diagnozę, które modlą się przed każdym USG. O kobietach, które mają świadomość, że życie nie zawsze jest kolorowe, że bywa trudne, a Cud narodzin NA PRAWDĘ jest CUDEM.

dsc_38031-2Pogłaskałam właśnie mój duży już brzuszek, Nikoś się chyba obudził… chyba poczułam stópkę pod żebrami. Doceniam każdy dzień tej ciąży. Każdą sekundę. Nawet każdy mój uśmiech do samej siebie, nie są częste, ale są. Mamy szansę na bycie rodzicami, takimi realnymi. Nie tylko Aniołkowymi. Już niedługo… W zasadzie jeszcze 18 dni, skończymy 37 tydzień i… no tak, jeśli zechce może wychodzić. Tak bardzo nie mogę się doczekać. Już niemal wszystko zaplanowane. Turkusowo biały pokoik… Wiem, które łóżeczko zamówię, którą pościel, kocyk, jakie kosmetyki do pielęgnacji, do jakiej komody będę wkładała ubranka… Tylko wózek musimy wybrać… W przyszłym tygodniu szykujemy się do większych zakupów, nie mogę się ich doczekać. Chyba, że syn postanowi wyjść przed czasem i zostaniemy zaskoczeni jeszcze bardziej, tak to by było ciekawe… I takim zakończeniem, taką prognozą sama sobie poprawiłam humor. I Słońce wyszło… Niech świeci. Niech już nie gaśnie…

70 comments on “Uciekający entuzjazm

  1. Bedzie Dobrze! już coraz bliżej i bedziesz tulić synka w ramionach,

    pamietam jak ja czekałam na tą chwilę i dzień narodzin był najpiękniejszym dniem w moim życiu, ten dzień wynagrodzi ci wszystko, cały okres ciaży i strachu zniknie i bedzie tylko szczeście.

    trzymam za was mocno kciuki i sie modlę:) pozdrawiam mocno

    1. Dziękuję za życzliwe i ciepłe słowa. Mam nadzieję, że ten dzień niedługo będzie i moim najwspanialszym wspomnieniem :)

  2. jesteście coraz bliżej rozwiązania…ale te ostatnie tygodnie się strasznie ciągną…będzie wszystko dobrze, musi być…wierze w to, nie ma innej opcji teraz…będę mocno trzymać kciuki..za szczęśliwe rozwiązanie, za Ciebie i Nikodema ;) i za Tatę tez…

    u nas 13tc2dz…brzuch widoczny, czuje się różnie, inaczej niz z Filipkiem…w sobotę minęło pol roku od urodzenia i odejścia Filipka, bardzo trudny dla mnie dzień, u Filipka tez teraz nie byłam długo, dlatego, ze jestem sama teraz w domu, mąż za granicą…
    za niedługo pierwszy dzień mamy i dzień dziecka bez Filipka…ale pod sercem mam swój drugi cud…oba moje cudy kocham wielka miłością…

    1. To już pierwszy trymestr za Tobą, teraz ten najlepszy :)
      Pamiętam Dzień Matki zeszłego roku… bardzo go przeżywałam… morze łez… dlatego dużo siły Ci życzę i również 3mam kciuki! :)

      1. Ja rowniez przezylam odejscie dziecka.Rok 2011,zaszlam w ciaze,radosc..pierwsze usg,wszystko jest dobrze,drugie usg pokazuje ze to bedzie chlopczyk..mam juz jednego synka na dzisiejszy dzien ma 8 lat ale wtedy mial 5,jak on sie cieszyl ze bedzie mial braciszka..nadszedl 25 tydzie ciazy i nagle sie zle poczulam,szybko pojechalismy do szpitala,2 dni pozniej rodzi sie synek-byl malusienki-trzymalismy kciuki-przez pierwsze 12 dni wszystko zapowiadalo, ze bedzie dobrze,i nagle w ciagu jednej nocy wszystko sie zmienilo,16 dni po urodzeniu synka nasz synek zmarl…teraz ponownie jestem w ciazy i bardzo sie martwie,kazde zaklucie w brzuchu,mysle ze sie juz cos zlego dzieje..jest to dopiero 12 tydzien ale jak pomysle ze sytuacja sie moze ponownie powtorzyc to same lzy mi leca po policzku…

        1. Pati musisz być dobrej myśli. Wiem, wiem że ciężko, o czym zresztą często tu piszę przez całą ciążę. Ale musimy wierzyć. Nie możemy się poddać, jak najmniej smutku przekazuj do brzuszka. Trzymam z całych sił kciukasy by teraz było dobrze :)

      2. Będzie dobrze!!!
        Moi chłopcy(bliźniaki) w tym roku skończyliby 22 lata. I chociaż mam trójkę dzieci (w tym 21-letnie bliźniaczki) to zawsze pamiętam o chłopcac. Ból już nie jest taki okropny, piekący, wręcz fizyczny ale chyba nauczyłam się z nim żyć. I czasem, tak w najmniej spodziewanym momencie nachodzi pytanie: jak było by ,gdyby chłopcy żyli????

        1. Cóż… mogę mieć tylko nadzieję i wiarę, że i mój ból kiedyś przejdzie do lżejszego trybu… i jeszcze lżejszego. Już jest łatwiej. Dziękuję że podzieliłaś się swoją historią. Bliźniaki były Wam widzę pisane :) Ale wierzę, że nigdy się nie zapomina… Nie da się.

  3. Kropeczko kochana najgorsze już za Tobą -28 tyg to położnicza linia życia,32 rozwinięte płuca.Twój maluszek ma już wszystko co potrzebne mu do życia,a teraz już sobie tylko rośnie.Nawet się nie obejrzysz i będziesz małego bąbla trzymać w ramionach.Zajadaj migdały,pośpij na zapas i wiedz,że WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE!!!!:)

  4. Trzymam za Ciebie kciuki!
    Ja też doświadczyłam straty dziecka i to trzykrotnie. Wprawdzie na wcześniejszych etapach trwania ciąż, ale każda strata bardzo boli. W niedzielę Dzień Dziecka i chyba też go przepłaczę jak Ty Dzień Matki. Codziennie myślę o moich utraconych dzieciach i mam nadzieję, że jeszcze będę na etapie, na jakim jesteś Ty teraz.

    Życzę wszystkiego dobrego:)

    1. Dziękuję i trzymam kciuki abyś znalazła się na „takim etapie” :) Dzień Dziecka i dla mnie jest trudny… ale cóż…

  5. Mnie na zgagę pomaga tylko jedna rzecz, woda Zuber. Napij się ‚setki’ tej wody przed snem i w nocy nie będzie Cię męczyć zgaga. Pomogło w pierwszej ciąży, pomaga podczas drugiej. Metoda polecona przez lekarza.

  6. Jestem jedna z tych, które szczerze moga napisać – rozumiem Cię. Na pierwszy spacer z córcia pojechalam na cmentarz do synka.. Zycze Ci wielu sil i odwagi. Powodzenia..

  7. Dziewczyno , nie męcz się migdałami, kup wodę mineralną ZUBER ( dostępna w aptekach w 5-litrowych kartonach). Śmierdzi strasznie smakuje jeszcze gorzej ale nie ma nic lepszego na zgagę ciążową. zawsze , powtarzam zawsze, miałam ze sobą małą 0,5l butelkę napełnioną tym przysmakiem i dzięki temu jakoś przeżyłam.
    Wszystkiego dobrego dla Ciebie i malucha

    1. O widzisz! O tej wodzie nie słyszałam. Muszę spróbować, bo coraz gorzej z tą zgagą. Nawet jak nic nie jem ona ciągle jest. Dzięki :)

  8. Zolty motylek, lata wsrod kwiatkow i spija slodki nektar. Masz drugiego motylka w brzuchu, dbaj o niego . Nie placz bo wszyscy sa szczesliwy. Usmiechaj sie.

  9. Kochana Mamo! Całym sercem jestem z Tobą, choć nie potrafię sobie wyobrazić bólu, jaki przeżywasz. Mam nadzieję, że narodziny Twojego Synka utulą choć malutką część Twojego bólu i z czasem będzie lepiej.

  10. Ja też pochowałam synka Kacperka, tylko że on urodził się w zamartwicy i od tego czasu zaczęły się problemy, żył 2 lata i 5 miesięcy a każdy dzień sprawiał mu ból fizyczny a mi ból psychiczny że w żaden sposób nie jestem w stanie mu pomóc. Ale cieszyłam się że jest z nami. Był z nami tak długo dopóki nie zaakceptowaliśmy jego choroby i tego że musi od nas odejść. Kiedy już dopuściliśmy tą myśl do siebie i pozwoliliśmy mu na to postanowił pójść do nieba, tak jakby na to czekał.
    Kiedy jeszcze żył urodziłam zdrową córeczkę a póżniej kiedy odchodził byłam w ciąży z drugą córką. Na początku nie chciałam się z tym wszystkim zgodzić , nie chciałam „zamieniać jednego dziecka na drugie”, ale ktoś na górze chciał inaczej, dzisiaj jestem wdzięczna że mam dwie kochane córeczki i aniołka w niebie.
    Życzę powodzenia i wiary że wszystko będzie dobrze, czas leczy rany i ból po stracie powoli mija.

    1. Nadziejo, nie wyobrażam sobie bólu przez który musiała przejść zapewne cała Wasza rodzina. Aż mi się łza w oku kręci… Niestety nie jesteśmy w stanie przewidzieć jaki los szykuje nam Niebo. W takich sytuacjach, aby zachować własne zdrowie psychiczne nie pozostaje nic innego jak z bólem serca pogodzić się z tym co się stało. Widać nie można mieć wszystkiego, a wierzę także, że nie bez powodu wybrano nas na Aniołkowych Rodziców. Cieszę się, że masz jeszcze dwie córeczki, że masz dla kogo wstawać rano i cieszyć się każdym dniem. Wierzę, że z czasem będzie dobrze tak u mnie jak i u Was.

  11. Nie bój się, wszystko będzie dobrze. Moja Mała odeszła w 36 tyg ciąży, na samym końcu się nie udało. Ale teraz mam wspaniałą Córkę, zdrową i wesołą dwulatkę, która wynagrodziła mi wszystko. Pomimo tragedii na prawdę jestem bardzo szczęśliwa i czasami zapominam o tym co mnie spotkało. Trzymam mocno kciuki za Was, mam 100% pewność, że wszystko się uda :)

    1. Dzięki za pewność i podzielenie się historią. Masz „biegający” dowód na to, że warto czekać i walczyć :) Cieszę się, że Wam się udało :) Pozdrawiam i mam nadzieję, że i my niedługo doświadczymy tego szczęścia.

  12. uda Wam się, nawet jak teraz się urodzi to już jest dobrze, ale uda się, zobaczysz, każda Twoja łza będzie podwójnie piękna.

  13. Dzien Matki byl dla mnie najgorszym dniem mojego zycia . W ten dzien chowalam mojego Franklinka. Franus urodzony martwy w 33 tygodniu z waga 950 gram i miara 32 centymetrow. Pochowalam razem z nim moje serce i szczescie do ktorego odliczalam kazdy dzien,godzine,minute. Szczescie ,ktore narazie nie bylo mi dane……

    Spij spokojnie moj ukochany ANIOLECZKU

    1. (*) dla Twojego synka. Straszne, że w taki wysokiej ciąży go utraciliście. Nadal mi się takie rzeczy nie mieszczą w głowie, mimo iż moja 24 tygodniowa ciąża była imo „wysoka”. Przykro też że w Dzień Matki… ale każdy inny dzień byłby równie przykry i traumatyczny… Mam nadzieję i będę się modliła, abyś doczekała tak wspaniałego Cudu jakim jest żywe, zdrowe dziecko. Mimo smutku, życzę dużo radości, siły i wytrwałości. 3mam kciuki.

  14. Minely juz 4miesiace jak stracilismy nasza Perelke.tak dlugo wyczekiwane i tak kochane od pierwszej chwili gdy sie dowiedzielismy o ciazy dziecko jak nasza Perelka nie bylo zadne na swiecie.nie mamy grobu naszego Dziecka gdzie mozemy isc zapalic znicz lub poprostu wyplakac sie,takiego miejsca moja dusza potrzebuje.
    Ogromnie boje sie zajsc w druga ciaze.ogarnia mnie paniczny strach ze moze to wszystko sie powtorzyc choc lekarze mowia ze taka choroba jak moje dziecko spotkala zdarza sie raz na kilka tysiecy dzieci.
    Podziwiam Cie ze masz odwage tak szybko zajsc w ciaze.lekarz powiedzial iz lepiej dla mojej psychiki bedzie zapomniec i znowu sprobowac.lecz ja dalej nie potrafie.zycze Ci z calego serca wszystkiego najlepszego i szczesliwego rozwiazania.

    1. Wiesz, jeśli przeczytałaś starsze posty, to widzisz nie jest lekko. Każdy dzień tej ciąży był i nadal jest pełen obaw. Jednak moje pragnienie posiadania dziecka chyba wygrywa ze strachem. My z powodu oczekiwania na wyniki badań kariotypów (było podejrzenie wad genetycznych) zwlekaliśmy z zajściem przez 6 mcy. Dobrze to zrobiło właśnie mojej psychice. Myślę, że i u Ciebie przyjdzie moment, że pragnienie wygra ze strachem. Nic na siłę. Życzę powodzenia i dużo szczęścia.

  15. Rozumiem co czujesz moja corka takze jest aniolkiem a dzis by miala prawie 6 lat. A takze mam juz core 5 letnia i synka 1,5 rocznego ale bol po straceniu pierwszej pociechy jest nadal ogromny przynajmniej jej kwiaty dam i znicz zapale….trzeba zyc dalej…

    1. Masz rację. Trzeba żyć dalej. Nie poddawać się. Teraz po ponad roku, wiem jak ważne jest pozytywne nastawienie. Cieszę się, że po stracie tulisz swoje pociechy.

  16. Hej. Wiem co czujesz. Ja tez stracilam dziecko na poczatku ciazy w 6 tc. Bardzo to przezylam bo tak dlugo staralismy sie o NIE. Minelo 6 miesiecy a ja nadal mam napady placzu i mysle o NIM\NIEJ. Staramy sie o drugie ale nam nie wychodzi i jeszcze bardziej sie doluje, ze juz nigdy nie bede Mama :(. Pozdrawiam

    1. Kochana przykro mi, że przez to przeszłaś. Pamiętam jak my zaczęliśmy starania o kolejne maleństwo i udało się za 3 razem. 2 pierwsze cykle starań przepłakałam. Ale nie poddawaj się! Znam mnóstwo mnóstwo par, którym się udało po na przykład 8, 9 miesiącach, po roku ale się udało. Wiem, że ciężko się nie nakręcać na siłę, ale to nie pomaga. Na spokojnie. Wierzę, że się uda. Pochwal się, gdy znów będziesz nosiła maluszka pod sercem. Będę trzymała kciuki :)

  17. …wiem co czujesz….też starciłam niedawno synka w 21 tygodniu ciąży…..urodził się zdrowy…..neonantolog przyszedł żeby powiedzieć że dziecko jest poza możliwościami medycyny…..synek żył godzinę….moje dziecko przez godzinę umierało w moich ramionach….teraz znowu jestem w ciąży, termin mam trochę dalej niż Ty, każda wizyta jest jak czekanie na wyrok….a synuś był naprawdę piękny i takim go zapamiętam….mam nadzieję że chociaż przez tą godzine poczuł moją miłość….trzymam za Ciebie kciuki:)

    1. Niestety ja swojego synka nie widziałam. Zabrakło mi sił… Dosłownie. Dziś żałuję tego, choć staram się nie wracać zbyt często do tych uczuć. Przykro mi, że doświadczyłaś straty. Nie próbuję sobie nawet wyobrazić tej „godziny”… Przypuszczam, że była dla Was zbawienna, mogłaś się pożegnać i przekazać tyle miłości synowi ile zdołałaś. Gratuluję też kolejnej ciąży. Również przed każdą wizytą doświadczam zmrożenia żył. Niestety. Ale musimy wierzyć. Trzymam i za Was kciuki z całych sił.

  18. rozumiem wszystko to co napisałaś, rozumiem Twój ból, który nigdy nie minie…nie jest prawdą, że czas leczy rany…nie w takim przypadku, może ten ból trochę się zabliźni, ale uwierz mi, że ja od 10 lat myślę o swoim synku codziennie…tak jak Tobie udało mi się i mam drugiego synka, którego kocham całą sobą, ale o tym pierwszym nie zapomniałam i wciąż jest obecny w mich myślach, często zastanawiam się jak by to było gdyby żył…tylko po co?!… to jest chyba ta matczyna miłość…
    trzymam kciuki za pomyślne rozwiązanie, bo przecież tylko takie będzie…i ucałuj Tuptusia jak tylko pojawi się na świecie – pozdrawiam serdecznie

    1. Mam nadzieję, że i u mnie finał będzie taki jak u Ciebie. Niestety wiem, że nigdy nie zapomnę, ale staram się nauczyć z tym żyć. Nic innego przecież nie pozostaje. Nikoś nigdy nie będzie pierworodnym, ale będzie dla nas największym Cudem. Nie mogę się doczekać.

  19. Czytałam twój wpis ze łzami w oczach, przeszłam to samo rozpacz,ciagle pytania dlaczego nas to spotkało,dlaczego ja…a dziś tule najpiękniejszy dar jaki można sobie wymarzyć moja córeczkę. Trzeba wierzyć ,ze wszystko będzie dobrze i już niebawem bedziesz tulic swojego małego szkraba

    1. Jolka mam szczerą nadzieję, że będzie tak jak mówisz. Że i ja po stracie przytulę niebawem Nikosia. Przykro mi, że też przez to przeszłaś… Gratuluję dzieciaczka :)

  20. Ile razy jestem na grobku u mojego Aniolka, tyle razy licze ile by juz mialo latek (malenstwo mialo sie urodzic koncem maja 2012r), ze juz by chodzilo i mowilo, ale stalo sie jak sie stalo, wiec pewnie nie mozna miec wszystkiego mimo tego ze by sie chcialo, widocznie tak mialo byc ale ja do dzis nie moge przebolec tej straty.Wiem ze kiedys sie spotkamy bo On na mnie „tam” czeka i ja Go odnajde.

    1. Myślę, że straty będą nas zawsze bolały. Tyle że z roku na rok coraz mniej. Staram się unikać myśli typu „dziś miałby roczek”… jednak czasami się nie da. Nie pozostaje nic innego jak nauczyć się z tym bagażem żyć. Dla naszych przyszłych maleństw. Dużo siły Ci życzę.

  21. Jestem mamą parki – Alka i Azi. Obie ciąże i oba porody przebiegły książkowo, a dzieci rosną zdrowe i radosne. Dlatego nawet nie jestem bliska wyobrażania sobie, co Ty czujesz. Ale na pewno wiem jedno: sama myśl o tym, że moim dzieciom mogłoby przytrafić się coś złego lub że mogłabym stracić choćby jedno z nich wywołuje u mnie paraliż i łzy w oczach. Przesyłam Ci swoją pozytywną energię i trzymam mocno kciuki!

    1. Domyślam się, że moja historia troszkę szokuje. Sama jeszcze 2 lata temu nie miałam pojęcia, że „takie rzeczy” się dzieją. A jednak. Cieszę się, że nie musiałaś tego doświadczać. Na prawdę. Nikomu nie życzę takich przeżyć. Dziękuję za energię – chwytam garściami i nie puszczam ;)

  22. Dokładnie wiem co czujesz.. rok temu takze czekalam na mojego synka po wczesniejszej stracie.. Teraz lobuzuje na całego a ja jestem przeszczesliwa.. ty tez będziesz.. Jak powiedziała moja koleżanka TRZEBA MIEC NADZIEJE :-) wiem ze nie jest latwo ale dasz rade tylko przestan czatac fora zamiast tego pospaceruj a Napewno będziesz Bardziej wyluzowana I Tuptus tez ;-)

    1. Oh spaceruję, spaceruję – teraz przy tej pogodzie dziennie. Masz rację – nic tak nie poprawia nastroju jak Słoneczko :) Co do czytania… od początku straty uczestniczę tylko w jednym forum poronienie.pl. Wiele kobiet po mojej stracie mnie tam wspierało, teraz ja wspieram kolejne dziewczyny. Jednak faktem jest, że wchodzę na dział „Strat” coraz rzadziej, teraz przy końcówce. Zżyłam się…

      Cieszę się, że doczekałaś się synka. Mam nadzieję, że i ja niedługo doświadczę tego cudu :)

  23. Trzymam kciuki za Ciebie ! Bądźcie zdrowi i szczęśliwi!!!!! Z serca życzę wszystkiego najlepszego!

  24. Kochana kropko współczuję ci bardzo tej tragedii to dla matki największą strata mimo że dzieciątko było tak malutkie straciłas wiele gawozenie niemowlaka śmiech dwulatka stres przed maturom nastolatka oraz prośba o porady trzydziestolatka…. każda mama ty oraz kobiety które piszą komentarze tutaj które stracilyscie swoje dzieci jesteście dla mnie bohaterkami …ze macie siłę dalej żyć mówić o tym i tym samym niosąc pokrzepienie innym … ze warto żyć .. dla kolejnych dzieci które sa, które będą … dlatego pozdrawiam ciebie kropko oraz inne kobiety wpisujące się tu aby cię pokrzepic będę się modlić wszystkiego dobrego Alicja

    1. Alicjo, bardzo dziękuję za uznanie i pokrzepiające słowa, a także za modlitwę. To wiele dla mnie i myślę, że dla innych mam znaczy. Pozdrawiam Cię również i życzę samych dobrych i słonecznych dni :)

  25. W zeszlym roku, w Dzien Babci dowiedzialam sie, ze moj Synek umarl- to byl 38 tc. Urodzilam Go martwego silami natury w Dzien Dziadka. Kilka dni pozniej pochowalam. Nie musze.pisac jak wielki to koszmar. A dzis mam 12 dniowego Skarba przy piersi. Kazdy dzien mojej 3 ciazy to walka o spokoj dla Malenstwa i walka z lekami i trauma. Ale teraz to zaa.mna. Bardzo pomogla mi modlitwa do mojego Aniolka. Trxymam kciuki za wszystkich rodzicow.ktorych bocian pomyli droge.

    1. Nawet sobie nie wyobrażam takiej sytuacji, w której się znalazłaś, bardzo mi przykro… :(
      12 dniowy Skarbek? To gratulacje! Cieszę się, że doczekałaś się maleństwa, Cudu, na który wszystkie Aniołkowe mamy tak bardzo czekają… Dużo zdrówka dla niego/niej :)

  26. hmm dobrze ze trafilam na ten blog bo wiem doskonale jak to jest.nasza corcia zyla 3 godziny po porodzie,jutro dopiero mija miesiac i jest strasznie ciezko,zadaje sobie pytanie czy kiedys to minie ten bol i cierpienie…byla wymarzona corcia:(widzialam ja przez chwilke i ciagle mam ja w glowie nawet nie ma chwili zebym o niej nie myslala:(
    jedynymlekarstwem jest ciaza ktorej tak panicznie sie boje a zarazem pragne.nie wiem co bedzie jesli teraz nie uda mi sie zajsc….
    Moj anioleczku…czemu tak sie stalo:(((

    1. Bardzo mi przykro, że i Tobie przytrafiła się taka tragedia. Wiem ileż trzeba odwagi by znów podjąć decyzję o ciąży. Jeśli teraz nie uda Wam się zajść, nie poddawaj się. Ale też nic na siłę. Nam udało się dopiero w 3 cyklu. Pamiętam jak przeryczałam dwa pierwsze nieudane. Nie potrafiłam inaczej. Ale też próbowaliśmy dalej. Trzymam kciuki by i Wam się szybko udało, choć pamiętaj, że kolejna ciąża nie zastąpi Ci pierwszej córeczki. Wyleczy smutek, ale nie zastąpi. Ja nadal pamiętam, nadal tęsknię… choć radzę już sobie z tym znacznie lepiej. Dużo siły! (*) dla Twojego Aniołeczka.

  27. To juz rok mija od waszych postow jak je dorwalam…. I to dzieki temu Aniolkowi na zdjeciu….
    Wlasnie szukalam takiego dla mojej malej Juleczki tez juz Aniolka…. Rowniez przezylam koszmar poronienia w 20 tyg:-(, a wszytko bylo dobrze, dziecko zdrowe a nagle krawaienie i skrzepy…. Wystarczyly 3 dni i bylo po wszytkim! Porod spontaniczmy tylko nie ten czas!! nie wiem jak to przezylam….
    Jutro mija juz rok a mnie nadal ciezko sie pogodzic ze strata naszej coreczki na ktora tak czekalismy;-(.
    Rowniez obawiam sie kolejnej ciazy choc bardzo jej pragne…
    3 wrzesnia bedzie a w zasadzie to juz dzis….ciezkim dniem:-( wszytsko wraca, caly bol, rozpacz i bezradnosc…..

    Spij Spokojnie Moj Aniolku❤️

    1. Tuniu bardzo mi przykro z powodu Waszej straty :( 20 tydzień… tyle planów, marzeń, myśli o wyprawce… Niestety nie wiadomo czemu los czasem doświadcza nas stratą i bólem tak niewyobrażalnym, jak nasza. Rok i nadal boli. U mnie już ponad 2 lata i nadal boli. Choć nie tak jak rok temu. Czas wbrew pozorom na prawdę koli rany. Nie do końca oczywiście. Nie sądzę by nadszedł czas, że myśląc o Okruszku nie pojawią się w moich oczach łzy, ale jest już lepiej. Mam nadzieję, życzę Wam tego, by i u Was nadszedł dzień, że pomyślisz: już nie boli tak bardzo. Potrafię oddychać. Dużo siły i nadziei na następne miesiące. Pozdrawiam ciepło. (*) dla córeczki.

  28. Dziekuje Ci bardzo Kropka, za cieple slowa to bardzo duzo dla mnie….choc myslam w pewnej chwili ze blog juz chyba jest opuszczony:-), wszytkie posty z 2014… A tu mila niespodzianka. Bardzo Ci dziekuje.
    To byl ciezki dzien, jest coraz lepiej tak jak piszesz czas leczy rany….choc nigdy nie zapomne tamtych ruchow,brzuszka, usg i pierwszych 3D zdjec….
    Wydaje mi sie ze jestem silna osoba i wierzaca co bardzo mi pomoglo i pomaga w zyciu …..naprawde wierze i ufam iz moja kolejna ciaza bedzie donoszona i bedziemy mogli cieszyc sie zdrowym malenstwem. Wiem takze ze ziarno strachu pozostanie do konca…jestesmy tylko ludzmi….

    PS bardo sie ciesze ze zalozylas ten blog kazda z nas przynajmniej mogla wylac czesc emocji ktore siedza gleboko w nas…

    Zycze wszystkiego dobrego dla calej rodzinki xxx

    1. Jeśli rzeczywiście wierzysz, to mogę Cię podziwiać. Mi przez cały okrągły rok było ciężko w tej sferze. Bardzo długo, przez wiele miesięcy nie potrafiłam się nawet wieczorem pomodlić. Do Kościoła też weszłam… oh, może po roku? Dziś już mi łatwiej. Znów rozmawiam z Niebem, mając nadzieję, wierząc że kiedyś mój Aniołek mnie powita, przytuli… I widzisz… znów łezki w moich oczach. Inaczej się nie da. Utraciłyśmy miłość naszego życia. Jak można nie opłakiwać własnego dziecka? No nie da się…
      Jak zawsze życzę dużo siły i nadziei. Takie silnej, mimo wszystko :*

      PS. Blog wciąż prowadzę. Rzadziej piszę z powodu braku czas. Jeżeli klikniesz w tytuł przekieruje Cię na stronę główną. Nie pogniewam się jednak, jeśli nie będziesz chciała czytać. Zrozumiem jak mama po stracie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *