Niewidczony

Obiad u teściów jak zwykle udany… Jednak odkąd nie ma Kacperka za każdym razem gdy siedzimy z mężem na ich kanapie widzę nasze zdjęcie z 24 grudnia, które zrobił szwagier. Siedzimy na tejże kanapie, mąż obejmuje mnie, a ja obejmuję jego… mam ręce ułożone dokładnie tak jak w reklamie mleka dla dzieci… w ochronną kołyskę…

Tak bardzo pragnęłam go ochronić… tak bardzo. Trzy tygodnie w szpitalu, którym towarzyszyły codzienne modlitwy i prośby o jedno: o cud… nie wydarzył się. Nikt mnie nie wysłuchał… Do syna mówiłam: walcz! Proszę Cię, walcz! Czułam jego kopniaczki, nic więcej nie potrafił zrobić… Taki maleńki, bezbronny, bez nerki, druga niewystarczająco rozwinięta… Boże… Staram się tego nie wspominać, ale przychodzi właśnie czasem wieczór i dziwię się, że nadal oddycham.

Za chwilkę pół roku, a ja mam w pamięci wciąż to zdjęcie… nasze jedyne zdjęcie w trójeczkę… tacy radośni byliśmy, tacy dumni, tacy… oczekujący. Był z nami nasz syn… z bijącym serduszkiem, niewidoczny.

Kiedyś byliśmy szczęśliwi.

One thought on “Niewidczony

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *